“W żołnierskim mundurze ’39”

Co działo się na terenach gminy Łazy przed osiemdziesięcioma laty? Jakie stwierdzenie powtarzało się w przewidywaniach jej mieszkańców w trakcie upalnego lata? Dlaczego bocian – symbol szczęścia i polskiego krajobrazu wzbudza w niektórych mieszkańcach gminy uczucie trwogi?


Odpowiedzi na te i wiele innych pytań niosła ze sobą seria jesiennych lekcji żywych historii pn. „W żołnierskim mundurze ‘39”. Prowadziła je Beata Kuc – pracownica Biblioteki Publicznej Miasta i Gminy w Łazach, pasjonatka historii zajmująca się archiwizacją materiału historycznego związanego z gminą Łazy. Odwiedziła Szkołę Podstawową nr 1 w Łazach, Szkołę Podstawową nr 3 w Łazach, Szkołę Podstawową im. Józefy Jabczyńskiej w Wysokiej oraz Szkołę Podstawową im. Gabriela Taszyckiego w Chruszczobrodzie, zabierając uczniów klas VI-VIII do czasu sprzed osiemdziesięciu lat, gdy ich rówieśnicy wybierali się do szkół, jednak los miał dla nich zupełnie inne plany. Przygotowała fragment lokalnej historii – lekcję nietypową, bo opowiedzianą przez osoby żyjące w gminie Łazy w czasie II wojny światowej. Młodzież zobaczyła na ekranie starszych ludzi, naocznych świadków, którzy pomimo wieku doskonale pamiętali wydarzenia pierwszych dni wojny. Wysłuchała relacje budujące obraz jesieni 1939 roku w Łazach i okolicach dopełniony komentarzem Beaty Kuc.
Łazy – piękne lato, pojawiający się wśród mieszkańców obcy ludzie wzbudzający lęk i coraz częstsze stwierdzenie: „Będzie wojna i głód”… Relacja ówczesnej trzynastolatki i 24 sierpnia 1939 r.  gdy spaliły się Niegowonice – okoliczni mieszkańcy próbujący ratować dobytki sąsiadów, ludzie nie mający do czego wracać i obraz bocianiej matki palącej się w gnieździe wraz z bocianami… To pierwsze wojenne wspomnienia, z jakimi zetknęli się uczestnicy lekcji żywych historii, mogąc niemal poczuć wszechogarniający strach, który przed laty towarzyszył prezentowanym na nagraniach mieszkańcom gminy. Usłyszeli też o tym, jak wyglądało wkroczenie wojsk niemieckich do Łaz i okolicznych miejscowości. Nie było bombardowania, ale po niebie latały samoloty. Pojawiły się wozy Wermachtu i okazało się, że obcy, którzy w ostatnim czasie pojawili się wśród lokalnej społeczności są szpiegami znającymi wkraczających wojskowych. W miejscowości były same kobiety i dzieci (mężczyźni zostali zmobilizowani), a niemieccy wojskowi potęgowali atmosferę strachu, strzelając, gdy widzieli najdrobniejszy niepokojący ruch.
Z innej relacji uczniowie dowiedzieli się, że wojna była czasem okrutnym, gdy nie zwracano uwagi na to czy twoim przeciwnikiem jest uzbrojony żołnierz czy zwykły człowiek próbujący chronić rodzinę, starając się ewakuować ją w bezpieczne miejsce. Potwierdzeniem była tu historia próby ewakuacji pracowników łazowskich kolei, którzy zostali zbombardowani w pociągu, gdzie szczere pole i jedna pusta chata wydawała się miejscem pewnej śmierci w czasie 3-godzinnego nalotu bez żadnej broni.
Beata Kuc wspomniała też o losach mężczyzn zmobilizowanych do walk, gdzie już w pierwszych dniach wojny samoloty niemieckie niszczyły linie obrony, zmuszając żołnierzy do odwrotu i dołączania do innych batalionów. Ich codzienność jawiła się jako ciągła walka, strzelanie, próby powstrzymania niemieckiego naporu przez wysadzanie mostów. Żołnierze próbowali ratować ludność cywilną, obserwując przy tym miejscowości stające w ogniu, cierpiąc głód.
Prezentowane młodzieży w trakcie lekcji relacje niosły ze sobą jasny przekaz, iż wojna jest okropna i potrafi złamać nawet najtwardsze charaktery, a opowiedziana przez osoby, które jej doświadczyły wyrywa się w pamięci jak znamię – grubą, poszarpaną bombami i otuloną uczuciem strachu linią.